Bóg a nauka


 

Słysząc te dwa słowa (czy też inaczej: nauka i  religia) większość ludzi od razu i bez większego zastanowienia postawiłaby pomiędzy nimi znak nierówności. Czy jednak prawdą jest, że wszystko to, co ma związek z Bogiem (i religią ogólnie) wyklucza odkrycia i osiągnięcia badawczej działalności człowieka (czyli wszystko to, co ma związek z nauką)? A może raczej dzieje się odwrotnie – może to nauka próbuje odgraniczyć się od religii i sprzeciwić się jej?

Śledząc historię tego problemu, łatwo zauważamy, że wszelkiego rodzaju starcia pojawiały się dosyć często. Stwierdzamy niestety, że zjawisko to dochodziło do granic krwawych prześladowań (ze strony dominującej religii), bądż rozległych gwałtownych sprzeciwów, które to również pociągały za sobą śmiertelne straty (ze strony naukowców, wkluczając członków nurtów filozoficznych).

Ten punkt widzenia nie jest niestety jednoznaczny. Zakładając, że jedyną Prawdą jest Chrystus, możemy zbadać  i poznać  jego wolę poprzez naukę Kościoła. To też zresztą stanowi o istocie i celu tego działu. Jeżeli więc umieścimy każdego z tych przeciwnych obozów – religijnego oraz naukowego - w swoim „naturalnym” środowisku, zauważymy, że nie tylko brak pomiędzy nimi jakiejkolwiek opozycji, ale że oba obozy tworzą zdumiewające połączenie, kompleks jednostek wzajemnie się uzupełniających.  Kościół to przestrzeń głęboko duchowa; to po pierwsze i przede wszystkim miejsce odkrycia i spotkania człowieka z Bogiem, a później dopiero jego duchowego połączenia z bliźnim. Na drugiej szali znajduje się nauka, która metodą doświadczeń oraz poprzez badanie materialne próbuje uszeregować potrzeby człowieka, nie będąc przy tym pewną prawdziwości swych konkluzji. Świadczy o tym zresztą przebieg jej rozwoju na przestrzeni wieków.  Kościół, przeciwnie, nawet tysiące lat po powstaniu, nigdy nie próbował zmieniać, ani też modyfikować dogmatów swej Wiary.

Problemy, krótko rzecz opisując, pojawiają się wtedy, gdy religijni przywódcy próbują wypowiadać się na tematy będące wynikiem badań naukowych w sposób nieprzemyślany, a nawet degradujący ten dar Boży, jakim jest nauka;  równie często ma to miejsce kiedy naukowcy – przepełnieni przesadną dumą ze swych dokonań oraz egoizmem - zaprzeczają w sposób niedorzeczny prawdom Wiary, które przecież poruszając się po terenie duchowym w żaden sposób nie mogą wejść w konflikt, bądź przeszkodzić  w pracy naukowców.  A może te negatywne uczucia zakorzeniły się już tak głęboko w ich sercach i umysłach, że kontrolują całe ich życie?

Powyżej użyliśmy słów „religijni przywódcy” oraz „naukowcy”, ze względu na to, że to w tych zasadniczo punktach  lokalizowane jest ognisko problemu. Kościół błogosławi i uświęca dokonania nauki, której krąg zainteresowań, od jakiejkolwiek strony by tego nie rozpatrywać, obejmuje twory Boga. Nie należy również zapominać, że gwałtowny rozwój nauki rozpoczął się dopiero po rozpowszechnieniu Chrześcijaństwa, które w pewnym sensie przygotowało drogę nauce uświadamiając człowieka i „przesiedlając” go z krainy mitów w świat realiów. Zgodnie z powyższym rozumowaniem,  naukowiec może być nazwany teologiem, pod warunkiem jednak, że nie będzie „stworzeniu oddawał cześć, i służył jemu, zamiast służyć Stwórcy”.

W tym miejscu należy podkreślić coś jeszcze. Prawdą jest, że Kościół nigdy nie próbował zwalczać nauki, bądź się jej sprzeciwiać (chodzi nam tutaj oczywiście o naukę w jej pierwotnym obrazie). Zagadnienia, które często wywołują sprzeciw (inkwizycja, okres średniowiecza, itp.) dotyczą innych wyznań religijnych, lecz nie mają związku z Jednym, Świętym, Powszechnym i Apostolskim Kościołem Chrześcijańskim (Prawosławiem). Każdy, kto domaga się wytłumaczeń powinien raczej szukać ich właśnie tam, zamiast bezmyślnie powtarzać nie mające żadnego związku z prawdą rozpowszechnienia przeciwko „Ciału Pana”... „I poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J. 8, 32).





Powered by active³ CMS - 07.10.2022 22:01:46